Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 7 Liga
Walczącq o drugie miejsce drużyna Mitotito podejmowała zdegradowaną już ekipę FC Polska Górom. Obie ekipy podchodziły do tego meczu w mocno okrojonych składach. Początek meczu to zdecydowana przewaga gości, którzy już od pierwszych minut meczu przystąpili do huraganowych ataków, co przyniosło wymierne korzyści, bo już po kilku minutach goście wykonywali rzut karny. Do piłki podszedł Kacper Figura, ale niestety fatalnie się pomylił. Od tego momentu mecz rozgrywany był głównie w środku pola, a obie ekipy miały problemy z konstruowaniem groźnych aukcji podbramkowych. Na pierwszą bramkę przyszło nam czekać, aż do 19 minuty meczu. W 22 minucie coś ponownie zgrzytnęło w defensywie gospodarzy, zostawili sporo miejsca Grzegorzowi Milewskiemu, a ten nie miał problemu z pokonaniem bramkarza gospodarzy. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 0-3, bo jeszcze przed końcowym gwizdkiem Polska Górom zdobywa bramkę do szatni. Druga połowa przebiegła podobnie jak cały sezon w wykonaniu MiToTito. Chęci i woli walki nie brakowało, ale gorzej było z siłami, które opadały z każdą minutą. Zawsze licznie zbierająca się ekipa gospodarzy tym razem, nie mogła liczyć na dużą liczbę zmian. Michał Czarnowski i jego koledzy zostawili na boisku sporo zdrowia, ale nie byli w stanie realnie zagrozić ekipie spadkowicza. Goście stosunkowo szybko odskoczyli wynikiem na 1-8 i choć Oskar Gurdała wbił gola na 2-8, to jednak w końcówce na kolejne bramki zabrakło już czasu a przede wszystkim sił. Mecz ostatecznie kończy się wynikiem 2:9 i zasłużoną wygraną Polski Górom, co w perspektywie całego sezonu jest sporym zaskoczeniem.
Ekipa WSnT wiedziała już, że dzięki porażce MiToTito ma zapewnione drugie miejsce i do meczu z Elitarnymi przystępowała jako srebrni medaliści 7 ligi. Pierwsze fragmenty były dość wyrównane, długo czekaliśmy na pierwszą bramkę, która padła dopiero w okolicach 10 minuty. Wcześniej było kilka okazji z jednej i drugiej strony, ale albo brakowało skuteczności, albo dobrze interweniowali bramkarze obu zespołów. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli zawodnicy WSnT, kiedy to Dominik Banasiewicz wykorzystał precyzyjne podanie Dariusza Piwowarskiego z boku boiska. Pięć minut później mieliśmy remis, gdy błąd w rozegraniu defensywy gospodarzy wykorzystał Łukasz Dawid. Do przerwy widniał wynik 1:1 i trzeba przyznać, że Elitarni prezentowali się znacznie lepiej niż przed tygodniem, gdy wysoko ulegli Polska Górom i byli równorzędnym rywalem dla faworyzowanego WSnT. W drugiej części drużyny podkręciły tempo, bo obie wyczuły, że mogą ten mecz wygrać. Skuteczniejsi byli jednak gospodarze, którzy w cztery minuty wyprowadzili trzy niezwykle skuteczne ciosy. Najpierw świetnym uderzeniem z dystansu popisał się Krzysztof Pałka, a kilkanaście sekund po wznowieniu gry ze środka było już 3:1. Elitarni szybko stracili piłkę, a zabójczą kontrę wykończył Łukasz Krysiak. Co więcej ten sam zawodnik minutę później znów trafił do siatki i to był krótki okres, który zadecydował o tym, że to WSnT zgarnęło pełną pulę. Elitarni szukali jeszcze swoich okazji, ale na trafienie Łukasza Eljasiaka, WSnT odpowiedziało dwoma golami Sebastiana Izotova, a gol Mariusza Głębockiego jedynie zmniejszył rozmiar porażki do stanu 6:3. Pierwsza połowa nie zwiastowała nam zbyt wielu emocji w tym meczu, ale widocznie obie ekipy potrzebowały trochę czasu, by się rozkręcić, bo w drugiej części oglądaliśmy już starcie na znacznie wyższym poziomie. Gospodarze wygrywają zasłużenie, ale Elitarni pozostawili po sobie całkiem dobre wrażenie i goście mogą już się szykować do gry w Pucharze Ligi Fanów.
Starcie Iglicy z drużyną Na Wariackich Papierach miało być jedną z kluczowych potyczek na końcowego układu tabeli 7.ligi. Niestety dla obydwu zespołów, nie chodziło o miejsca 1-3, tylko o te zaznaczone w tabeli na czerwone, bo obydwie znalazły się bardzo blisko zagrożonych rejonów. Sytuacja wyglądała tak, że gdyby ekipa Na Wariackich Papierach wygrała różnicą większą niż dwie bramki (na jesień przegrała 3:5), to wyprzedziłaby w tabeli Iglicę i zapewniła sobie byt. Iglica miała z kolei tę przewagę, że za nią w tabeli były jeszcze Kubany, więc nawet porażka nie determinowała ostatecznie ich dalszego losu. Zresztą – to wszystko co napisaliśmy przed chwilą finalnie nie miało żadnego znaczenia. Drużyna Radka Sówki przyjechała by wygrać, by nie bawić się w żadną matematykę i swój cel osiągnęła. Nie było jednak łatwo i ten mecz zwłaszcza w pierwszej połowie długo kręcił się wokół remisu. Co prawda Iglica prowadziła 1:0, ale potem „specjalność zakładu” zaprezentował Ernest Wójcik, który świetnym strzałem z rzutu wolnego doprowadził do remisu. Tyle że jak się później okazało – to był pierwszy i jednocześnie ostatni gol, jaki zdobył zespół Adriana Pagasa. Kluczowy moment to chyba początek drugiej połowy. Iglica prowadziła już wtedy 2:1, a właśnie po wznowieniu gry zdobyła błyskawicznego gola na 3:1 i chyba odebrała nadzieję na dobry wynik oponentom. Trzeba też powiedzieć, że w ekipie Papierów brakowało nam kogoś, kto zrobiłby różnicę z przodu. Iglica takich gości miała, bo dobrze grał Patryk Cyranowski, a nie do zatrzymania był Krystian Sobierajski. Ten duet zatroszczył się o najważniejsze gole w tym spotkaniu, które dały ich ekipie trzy punkty i 6 miejsce na koniec sezonu. Ktoś powie, że to stosunkowo nisko, ale nie zapominajmy, że Iglica po jesieni zamykała tabelę i miała na swoim koncie tylko cztery punkty! Dlatego jesteśmy pod dużym wrażeniem tego, czego dokonali wiosną i gratulujemy im postawy w ostatnich trzech miesiącach. Inaczej rzecz wygląda w obozie przegranych. Oni też terminowali w strefie spadkowej między rundami, no i niestety na koniec sezonu pozostali na miejscu spadkowym. Zabrakło bardzo niewiele, a według nas to tutaj trzeba pomyśleć przede wszystkim o skutecznym napastniku. Bo Papiery potrafią kreować okazje, ale ze skutecznością są na bakier, co potwierdza drugi najgorszy wynik pod względem strzeleckim w 7.lidze. Jeśli uda im się w tej kwestii coś poprawić, to nie mamy wątpliwości, że ich rozbrat z tym poziomem rozgrywkowym będzie wyjątkowo krótki.
Ekipa Kubanów podchodziła do niedzielnej potyczki z Georgian Team bez noża na gardle. Gdyby bowiem dwie godziny wcześniej, zespół Na Wariackich Papierach pokonał Iglicę, wówczas Kubany spadłyby do strefy spadkowej. Tak się jednak nie stało, Papiery swój mecz przegrały, co oznaczało, że drużyna Marka Jasińskiego mogła bez większej presji oczekiwać ostatniego spotkania w sezonie. Myśleliśmy, że to być może spowoduje, iż chłopaki postawią się ekipie z Gruzji, jednak potencjał braci Gabrichidze i spółki okazał się zdecydowanie za duży. Świeżo upieczony mistrz 7.ligi bardzo szybko ułożył sobie ten mecz, błyskawicznie strzelił trzy bramki i w żadnym kolejnym momencie spotkania jego przewaga nie była niższa niż minimum trzy trafienia. Kubanom nie można odmówić chęci, ten zespół wykorzystał zresztą fakt, że rywale nie grali na 100% możliwości, co pozwoliło im zdobyć aż siedem bramek. Tyle że oponent zainkasował ich aż trzynaście, co dla niektórych sprawiać może wrażenie wyrównanej potyczki, jednak zapewniamy, że przewaga triumfatorów w żadnym momencie nie podlegała dyskusji. W obozie Kubanów na pewno warto pochwalić Bartka Rudnika, który robił co mógł, by różnica bramkowa była jak najniższa. Ciężko się jednak gra, gdy masz świadomość, że jedyne o co walczysz to jak najniższy wymiar kary. Z psychologicznego punktu widzenia, nie była to również łatwa potyczka dla Georgian Team. Trudno się bowiem zmobilizować, gdy wiesz, że jesteś dużo lepszy i na pewno wygrasz. Reasumując – zobaczyliśmy klasyczne spotkanie z ostatniej kolejki, gdzie padło dużo bramek, pojęcie obrony istniało głównie na papierze a każdy myślami był już chyba gdzie indziej.







)
)
)
)
)
)
)
)